sobota, 6 lipca 2013

02. „Jak chcesz, księżniczko.”

Mocniej wtuliłam się w ciało Josh’a. Czemu akurat ta szkoła ?
- Spokojnie. – szepnął Jo. – Będzie dobrze, jestem z tobą . – zaczął delikatnie głaskać mnie po włosach.
Dalsze lekcje dłużyły mi się niemiłosiernie . Bo ile można uczyć się o wnętrznościach żaby, albo obliczać zadania z wektorami, co dla mnie jest bezsensu. Do czego mi się to przyda ? Nie chcę w przyszłości zostać matematykiem, czy Bóg wie kim. Chcę rozwijać swoje zainteresowania związane z muzyką, dlatego od przyszłego roku przenoszę się do innej szkoły. 
Szłam korytarzem pełnym uczniów. Każdy jak najszybciej chciał wyjść ze szkoły. Niektórzy potykali się o nogi innych i lądowali na ziemi. IDIOCI. Nie można przejść w spokoju tylko skakać jak te małpy ? No cóż tacy są już ludzie z mojej szkoły. Gdy dotarłam do wyjściowych drzwi z trudem je otworzyłam. Wielkie drewniane skrzydła i metalowe klamki.  Za każdym razem mam z nimi problem. W końcu wyszłam na dwór. Poczułam na sobie chłodny wiatr. Zrobiło się zimniej, o wiele zimniej.  Poprawiłam swoją torbę na ramieniu i ruszyłam w stronę bram budynku. Gdy już doszłam do głównej ulicy, usłyszałam czyjś głos wołający moje imię.
- Rose, poczekaj. – odwróciłam się i ujrzałam zdyszanego Josh’a.
- Tak ? – zapytałam.
- Może wyszlibyśmy gdzieś dzisiaj razem, co ty na to ? – obdarował mnie swoim pięknym uśmiechem, który zaraz odwzajemniłam.
- Z miłą chęcią – odpowiedziałam i już miałam zamiar przejść na drugą stronę ulicy, ale przyjaciel mnie zatrzymał.
- Podwiozę cię – powiedział.
- Nie chcę ci sprawiać kłopotu – odparłam
- Nie przesadzaj. To po drodze, a poza tym musimy dogadać szczegóły naszego spotkania . – kąciki jego ust uniosły się ku górze.
- No dobrze – uległam mu. Ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Czarny Bantley. Zawsze o takim marzyłam. Josh jak dżentelmen otworzył mi drzwi i poczekał , abym usiadła na skórzanym fotelu. Zatrzasnął cicho drzwi i obszedł auto naokoło poczym zasiadł na miejscu kierowcy. Odpalił  auto i wyjechał z parkingu szkoły.
- To gdzie idziemy ? – wyrwał nagle .
- Nie wiem ! Może kino, dawno nic nie oglądałam – odpowiedziałam
- Jak chcesz, księżniczko. – odparł,  a moje policzki nabrały różowawej barwy.
- Coś nie tak ? – zapytał.
- Nie… po prostu jeszcze nigdy nie zwróciłeś się do mnie w ten sposób. – położyłam ręce na kolana, lekko wpijając w nie paznokcie.
- To od teraz będę się tak do ciebie zwracał – uśmiechnął się.
- Wolę Rose. – spojrzałam na niego.
- Ale księżniczka brzmi lepiej. – ciągle się upierał.
- Sądzisz, że moje imię jest brzydkie ? – zapytałam unosząc w komiczny sposób jedną brew do góry.
- Skądże ! Tylko wolę księżniczka . – odwrócił głowę w moją stronę i zadziornie się uśmiechnął. Wiedziałam, że nie odpuści, a ja już miałam dość bezsensownych kłótni.
- Niech ci będzie – uległam.
- Grzeczna dziewczynka – wybuchnął śmiechem. Dałam mu porządnego kuksańca w bok.  
- A to za co ? – zapytał zdezorientowany.
- Za to, że żyjesz  - wyszczerzyłam się do niego. Na tym zakończyła się nasza jakże ciekawa rozmowa. Po kilku minutach podjechaliśmy pod mój dom.
- Dziękuję i do zobaczenia potem – wysiadłam z samochodu. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Torbę rzuciłam na sofę i poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę, ale ta świeciła pustkami. Przeszukałam resztę szafek i znalazłam tylko tanie chińskie gówno.
Tak mam na myśli zupkę chińską. No, ale cóż. Jestem zbyt leniwa by iść do sklepu. Postawiłam czajnik z wodą na kuchence i wyciągnęłam miskę.  Wrzuciłam makaron do środka i zasypałam proszkiem z torebeczki.  Nagle usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Była ona od Josh’a.

Nie ustaliliśmy godziny ;)

Ah… no tak. Może 17 ?

Oczywiście, księżniczko.

Uśmiechnęłam się i pognałam do kuchni, ponieważ dźwięk gwiżdżącego czajnika roznosił się po całym domu. Zalałam zupkę wrzątkiem i przykryłam talerzem.
Po zjedzonym posiłku rozsiadłam się wygodnie na kanapie przed telewizorem. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Leniwie podniosłam się  i podeszłam do wejścia. Uchyliłam je lekko i zauważyłam uśmiechniętą od ucha, do ucha Viki. Wpuściłam ją do środka.
- Co jest ? – zapytałam nalewając do szklanki soku pomarańczowego.
- Musimy porozmawiać . Nie chciałam krzyczeć na ciebie w szkole, ale co oznaczają twoje nowe blizny na nadgarstkach . Oszalałaś ? Rose, miałaś już tego nie robić. – wykrzyczała – Ja cię rozumiem, ale jestem twoją przyjaciółką, martwię się o ciebie – jej ton głosu złagodniał.
- Nigdy nie zrozumiesz osoby, która się samo okalecza, która ma depresję, która ma nałóg, która ma myśli samobójcze lub, która ma w głowie takie coś co mówi jej, kim jest, jaka jest i co ma robić. Nie zrozumiesz tego. Nawet jeśli próbowałabyś z wszystkich sił. Nie zrozumiesz, bo nie przechodzisz przez to. Nie wiesz jakie to jest trudne. Dla ciebie każdy dzień jest zwykły, a ja codziennie walczę. Walczę ze sobą. Z tym co we mnie siedzi. Mówisz , przestań to robić. Dobrze.  Ale nie licz na natychmiastową zmianę. Z tym nie da się zerwać na zawsze. To wraca. Można to porównywać do alkoholizmu lub narkomanii. To zostaje na całe życie. Nie złość się. Nie wymuszaj na mnie obietnicy. To nie pomoże. Po prostu bądź. Bądź przyjacielem. Osobą, która nie będzie mnie oceniać, krytykować, karcić za to co robię. Mów, że ci na mnie zależy, że troszczysz się o moje życie. Opowiedz co czujesz jak się poddaję i znowu popełniam ten sam błąd. Okazuj miłość. To może mnie uratować . – po moim policzku spłynęła łza.
- Przepraszam- wyszeptała i przytuliła mnie. – Co dziś robisz ? – spytała wycierając swoje mokre od łez policzki.
- Umówiłam się z Jo. – odpowiedziałam.
- A w co się ubierasz ? – zapytała zaciekawiona.
- Jeszcze nie wiem. Mam godzinę do spotkania. Coś wybiorę – odparłam.
- Tylko godzinę ? Dziewczyno, ty nie zdążysz. – pisnęła.
- Nie stresuj się . Zdążę. – usiadłam na kanapie. Po chwili przede mną pojawiła się Viki zasłaniając mi widok na telewizor.
- Co ? – zapytałam zdezorientowana.
- Do łazienki, raz ! Ja ci przygotuję jakieś ubrania.
- Muszę ? Przecież to spotkanie dopiero za godzinę . – Victoria spojrzała na mnie gniewnym wzrokiem.
- Okej, okej. Już idę. – wstałam z kanapy i poszłam wziąć prysznic.

Po zażytej kąpieli wróciłam do salonu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, ale nie zastałam tam przyjaciółki. Pewnie jest w sypialni. Skierowałam się w stronę białych, drewnianych drzwi z tabliczką „ Nie wchodzić”. Nacisnęłam klamkę i ujrzałam Viki siedzącą na środku pokoju, a wokół niej walały się moje wszystkie ubrania.
- Wybrałaś coś ? – zapytałam.
- Myślę, że tak. – wstała z podłogi i podała mi rurki i bluzkę w kolorze pudrowego różu. Do tego dołączyła jeszcze koturny i torebkę również tego samego koloru. Lekko mnie umalowała, a włosy pozostawiła rozpuszczone. Nałożyłam na siebie ubrania wybrane przez przyjaciółkę i byłam już gotowa. Zostało jeszcze 10 minut.
- Poczekaj jeszcze. – Viki wyciągnęła ze szkatułki kolczyki w kształcie serce i założyła mi je na uszy. – Dobrej zabawy ci życzę. – powiedziała i przeszła do salonu.
- Ja już uciekam. Pa. – powiedziała otwierając drzwi.
- Pa skarbie, do zobaczenia jutro.- odpowiedziałam i usiadłam w fotelu. 
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam Jo.
- Idziemy – zapytał wyciągając rękę.
- Oczywiście – uśmiechnęłam się i złapałam jego dłoń. Wsiedliśmy do jego samochodu.
- Pięknie dziś wyglądasz – powiedział wyjeżdżając z podjazdu.
- Dziękuje – mruknęłam i odwróciłam głowę w stronę okna chcąc ukryć swoje rumieńce.
- Lubię to ! – zaśmiał się.
- Co ? – zapytałam zdezorientowana.
- Jak się rumienisz, księżniczko . – powiedział, a ja poczułam jak po moim ciele rozlewa się fala gorąca. Resztę drogi nie odezwaliśmy się do siebie.
Już od jakiś 10 minut czekamy w sali kinowej na film.  Nienawidzę reklam . Zaczęłam bawić się końcami swojej koszuli. Po chwili ktoś szturchnął mnie w ramię. Odwróciłam głowę w stronę przyjaciela. Ten tylko ewidentnie dał mi znak, aby odwróciła głowę w drugą stronę. Po woli przekręciłam się i ujrzałam One Direction. Ciężko westchnęłam i położyłam głowę na oparciu fotela.
- Jak chcesz możemy wyjść – usłyszałam nad swoim uchem.
- Nie, zostańmy – odparłam i wlepiłam wzrok w duży ekran, na którym  właśnie zaczął lecieć film.
Po skończonym seansie poprosiłam Josh’a, aby odwiózł mnie do domu.  Nie miałam na nic sił. Dlatego, że Zayn i jego koledzy cały czas się wygłupili nie mogłam skupić się na filmie. Podjechaliśmy już pod mój dom.
- Przepraszam- wyszeptałam.
- To nie twoja wina – odpowiedział
- Moja. Popsułam nasz dzisiejszy dzień. – odparłam.
- Zapewniam cię, że to  nie jest nasze ostatnie spotkanie. – uśmiechnął się czarująco, a ja ziewnęłam -  A teraz idź, bo mi tu zaśniesz na siedząco.
- Dziękuje – odpowiedziałam i otworzyłam drzwi jego samochodu. – Do zobaczenia.

Weszłam do domu i od razu poszłam do sypialni. Nie miałam już na nic sił. Przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Zasnęłam ze świadomością iż dziś siedziałam kilka foteli dalej od mojego byłego przyjaciela, a on mnie nawet nie poznał.

„Przyjaciel to ten, kto przychodzi, gdy cały świat odchodzi.” ~ Alban Goodier

________________________

Heeej ! W końcu wakacje, c'nie ? Tak wiem... ja mam zapłon, ale cii ... xd
Podoba wam się rozdział ?  Dziękuje za 4 obserwatorów.... ;* 
Buziaki xx 
Weronika ;*

2 komentarze:

  1. Super !!!!
    Czekam na next'a :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze to należą Ci się takie bardzo duże, duże, duże przeprosiny, że komentarz DOPIERO teraz. Wiem, możesz mnie zbiczować, a jak nie Ty, to sama to sobie zrobię.
    Wracając.
    No proste, że księżniczka brzmi lepiej, bo to księżniczka, cnie? Hahahhahaa :D Księżniczka, jessssu, ale to takie słodkie. cjknsvjnfds *o*
    A tak w ogole to czemu Rose obraża zupkę chińską?!
    Bosze, Weła to było piękne. To, jak Rose opowiadała o tym co czuje, jesssssu, genialne <3
    Ej, o co chodzi z tym One Direction? Błagam rozjaśnij mi we łbie.
    ROZDZIAŁ JEST kmdfvkndfkbvnfdk *o*
    KOCHAM CIĘ x

    OdpowiedzUsuń

Szablon wykonany przez Violent na potrzeby Weroniki.
Prawa autorskie zastrzeżone.