Mocniej
wtuliłam się w ciało Josh’a. Czemu akurat ta szkoła ?
- Spokojnie.
– szepnął Jo. – Będzie dobrze, jestem z tobą . – zaczął delikatnie głaskać mnie
po włosach.
Dalsze
lekcje dłużyły mi się niemiłosiernie . Bo ile można uczyć się o wnętrznościach
żaby, albo obliczać zadania z wektorami, co dla mnie jest bezsensu. Do czego mi
się to przyda ? Nie chcę w przyszłości zostać matematykiem, czy Bóg wie kim.
Chcę rozwijać swoje zainteresowania związane z muzyką, dlatego od przyszłego
roku przenoszę się do innej szkoły.
Szłam
korytarzem pełnym uczniów. Każdy jak najszybciej chciał wyjść ze szkoły.
Niektórzy potykali się o nogi innych i lądowali na ziemi. IDIOCI. Nie można
przejść w spokoju tylko skakać jak te małpy ? No cóż tacy są już ludzie z mojej
szkoły. Gdy dotarłam do wyjściowych drzwi z trudem je otworzyłam. Wielkie
drewniane skrzydła i metalowe klamki. Za
każdym razem mam z nimi problem. W końcu wyszłam na dwór. Poczułam na sobie
chłodny wiatr. Zrobiło się zimniej, o wiele zimniej. Poprawiłam swoją torbę na ramieniu i ruszyłam
w stronę bram budynku. Gdy już doszłam do głównej ulicy, usłyszałam czyjś głos
wołający moje imię.
- Rose,
poczekaj. – odwróciłam się i ujrzałam zdyszanego Josh’a.
- Tak ? –
zapytałam.
- Może
wyszlibyśmy gdzieś dzisiaj razem, co ty na to ? – obdarował mnie swoim pięknym
uśmiechem, który zaraz odwzajemniłam.
- Z miłą chęcią
– odpowiedziałam i już miałam zamiar przejść na drugą stronę ulicy, ale
przyjaciel mnie zatrzymał.
- Podwiozę
cię – powiedział.
- Nie chcę
ci sprawiać kłopotu – odparłam
- Nie
przesadzaj. To po drodze, a poza tym musimy dogadać szczegóły naszego spotkania
. – kąciki jego ust uniosły się ku górze.
- No dobrze
– uległam mu. Ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Czarny Bantley. Zawsze o takim marzyłam. Josh jak dżentelmen otworzył mi
drzwi i poczekał , abym usiadła na skórzanym fotelu. Zatrzasnął cicho drzwi i
obszedł auto naokoło poczym zasiadł na miejscu kierowcy. Odpalił auto i wyjechał z parkingu szkoły.
- To gdzie
idziemy ? – wyrwał nagle .
- Nie wiem !
Może kino, dawno nic nie oglądałam – odpowiedziałam
- Jak
chcesz, księżniczko. – odparł, a moje policzki
nabrały różowawej barwy.
- Coś nie
tak ? – zapytał.
- Nie… po
prostu jeszcze nigdy nie zwróciłeś się do mnie w ten sposób. – położyłam ręce
na kolana, lekko wpijając w nie paznokcie.
- To od
teraz będę się tak do ciebie zwracał – uśmiechnął się.
- Wolę Rose.
– spojrzałam na niego.
- Ale
księżniczka brzmi lepiej. – ciągle się upierał.
- Sądzisz,
że moje imię jest brzydkie ? – zapytałam unosząc w komiczny sposób jedną brew
do góry.
- Skądże !
Tylko wolę księżniczka . – odwrócił głowę w moją stronę i zadziornie się
uśmiechnął. Wiedziałam, że nie odpuści, a ja już miałam dość bezsensownych
kłótni.
- Niech ci
będzie – uległam.
- Grzeczna
dziewczynka – wybuchnął śmiechem. Dałam mu porządnego kuksańca w bok.
- A to za co
? – zapytał zdezorientowany.
- Za to, że
żyjesz - wyszczerzyłam się do niego. Na
tym zakończyła się nasza jakże ciekawa rozmowa. Po kilku minutach podjechaliśmy
pod mój dom.
- Dziękuję i
do zobaczenia potem – wysiadłam z samochodu. Otworzyłam drzwi i weszłam do
środka. Torbę rzuciłam na sofę i poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę, ale ta
świeciła pustkami. Przeszukałam resztę szafek i znalazłam tylko tanie chińskie
gówno.
Tak mam na
myśli zupkę chińską. No, ale cóż. Jestem zbyt leniwa by iść do sklepu.
Postawiłam czajnik z wodą na kuchence i wyciągnęłam miskę. Wrzuciłam makaron do środka i zasypałam
proszkiem z torebeczki. Nagle usłyszałam
dźwięk przychodzącej wiadomości. Była ona od Josh’a.
Nie ustaliliśmy godziny
;)
Ah… no tak. Może 17 ?
Oczywiście,
księżniczko.
Uśmiechnęłam
się i pognałam do kuchni, ponieważ dźwięk gwiżdżącego czajnika roznosił się po
całym domu. Zalałam zupkę wrzątkiem i przykryłam talerzem.
Po zjedzonym
posiłku rozsiadłam się wygodnie na kanapie przed telewizorem. Usłyszałam
dzwonek do drzwi. Leniwie podniosłam się i podeszłam do wejścia. Uchyliłam je lekko i
zauważyłam uśmiechniętą od ucha, do ucha Viki. Wpuściłam ją do środka.
- Co jest ?
– zapytałam nalewając do szklanki soku pomarańczowego.
- Musimy
porozmawiać . Nie chciałam krzyczeć na ciebie w szkole, ale co oznaczają twoje
nowe blizny na nadgarstkach . Oszalałaś ? Rose, miałaś już tego nie robić. –
wykrzyczała – Ja cię rozumiem, ale jestem twoją przyjaciółką, martwię się o
ciebie – jej ton głosu złagodniał.
- Nigdy nie
zrozumiesz osoby, która się samo okalecza, która ma depresję, która ma nałóg, która
ma myśli samobójcze lub, która ma w głowie takie coś co mówi jej, kim jest,
jaka jest i co ma robić. Nie zrozumiesz tego. Nawet jeśli próbowałabyś z
wszystkich sił. Nie zrozumiesz, bo nie przechodzisz przez to. Nie wiesz jakie
to jest trudne. Dla ciebie każdy dzień jest zwykły, a ja codziennie walczę.
Walczę ze sobą. Z tym co we mnie siedzi. Mówisz , przestań to robić. Dobrze. Ale nie licz na natychmiastową zmianę. Z tym
nie da się zerwać na zawsze. To wraca. Można to porównywać do alkoholizmu lub
narkomanii. To zostaje na całe życie. Nie złość się. Nie wymuszaj na mnie
obietnicy. To nie pomoże. Po prostu bądź. Bądź przyjacielem. Osobą, która nie
będzie mnie oceniać, krytykować, karcić za to co robię. Mów, że ci na mnie
zależy, że troszczysz się o moje życie. Opowiedz co czujesz jak się poddaję i
znowu popełniam ten sam błąd. Okazuj miłość. To może mnie uratować . – po moim
policzku spłynęła łza.
-
Przepraszam- wyszeptała i przytuliła mnie. – Co dziś robisz ? – spytała
wycierając swoje mokre od łez policzki.
- Umówiłam
się z Jo. – odpowiedziałam.
- A w co się
ubierasz ? – zapytała zaciekawiona.
- Jeszcze
nie wiem. Mam godzinę do spotkania. Coś wybiorę – odparłam.
- Tylko
godzinę ? Dziewczyno, ty nie zdążysz. – pisnęła.
- Nie
stresuj się . Zdążę. – usiadłam na kanapie. Po chwili przede mną pojawiła się
Viki zasłaniając mi widok na telewizor.
- Co ? –
zapytałam zdezorientowana.
- Do
łazienki, raz ! Ja ci przygotuję jakieś ubrania.
- Muszę ?
Przecież to spotkanie dopiero za godzinę . – Victoria spojrzała na mnie
gniewnym wzrokiem.
- Okej,
okej. Już idę. – wstałam z kanapy i poszłam wziąć prysznic.
Po zażytej
kąpieli wróciłam do salonu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, ale nie zastałam
tam przyjaciółki. Pewnie jest w sypialni. Skierowałam się w stronę białych,
drewnianych drzwi z tabliczką „ Nie wchodzić”. Nacisnęłam klamkę i ujrzałam
Viki siedzącą na środku pokoju, a wokół niej walały się moje wszystkie ubrania.
- Wybrałaś
coś ? – zapytałam.
- Myślę, że
tak. – wstała z podłogi i podała mi rurki i bluzkę w kolorze pudrowego różu. Do
tego dołączyła jeszcze koturny i torebkę również tego samego koloru. Lekko mnie
umalowała, a włosy pozostawiła rozpuszczone. Nałożyłam na siebie ubrania
wybrane przez przyjaciółkę i byłam już gotowa. Zostało jeszcze 10 minut.
- Poczekaj
jeszcze. – Viki wyciągnęła ze szkatułki kolczyki w kształcie serce i założyła
mi je na uszy. – Dobrej zabawy ci życzę. – powiedziała i przeszła do salonu.
- Ja już uciekam.
Pa. – powiedziała otwierając drzwi.
- Pa
skarbie, do zobaczenia jutro.- odpowiedziałam i usiadłam w fotelu.
Usłyszałam
dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam Jo.
- Idziemy –
zapytał wyciągając rękę.
- Oczywiście
– uśmiechnęłam się i złapałam jego dłoń. Wsiedliśmy do jego samochodu.
- Pięknie
dziś wyglądasz – powiedział wyjeżdżając z podjazdu.
- Dziękuje –
mruknęłam i odwróciłam głowę w stronę okna chcąc ukryć swoje rumieńce.
- Lubię to !
– zaśmiał się.
- Co ? – zapytałam
zdezorientowana.
- Jak się
rumienisz, księżniczko . – powiedział, a ja poczułam jak po moim ciele rozlewa
się fala gorąca. Resztę drogi nie odezwaliśmy się do siebie.
Już od jakiś
10 minut czekamy w sali kinowej na film. Nienawidzę reklam . Zaczęłam bawić się końcami
swojej koszuli. Po chwili ktoś szturchnął mnie w ramię. Odwróciłam głowę w
stronę przyjaciela. Ten tylko ewidentnie dał mi znak, aby odwróciła głowę w
drugą stronę. Po woli przekręciłam się i ujrzałam One Direction. Ciężko
westchnęłam i położyłam głowę na oparciu fotela.
- Jak chcesz
możemy wyjść – usłyszałam nad swoim uchem.
- Nie,
zostańmy – odparłam i wlepiłam wzrok w duży ekran, na którym właśnie zaczął lecieć film.
Po
skończonym seansie poprosiłam Josh’a, aby odwiózł mnie do domu. Nie miałam na nic sił. Dlatego, że Zayn i
jego koledzy cały czas się wygłupili nie mogłam skupić się na filmie. Podjechaliśmy
już pod mój dom.
-
Przepraszam- wyszeptałam.
- To nie
twoja wina – odpowiedział
- Moja.
Popsułam nasz dzisiejszy dzień. – odparłam.
- Zapewniam
cię, że to nie jest nasze ostatnie
spotkanie. – uśmiechnął się czarująco, a ja ziewnęłam - A teraz idź, bo mi tu zaśniesz na siedząco.
- Dziękuje –
odpowiedziałam i otworzyłam drzwi jego samochodu. – Do zobaczenia.
Weszłam do
domu i od razu poszłam do sypialni. Nie miałam już na nic sił. Przebrałam się w
piżamę i położyłam się do łóżka. Zasnęłam ze świadomością iż dziś siedziałam
kilka foteli dalej od mojego byłego przyjaciela, a on mnie nawet nie poznał.
„Przyjaciel
to ten, kto przychodzi, gdy cały świat odchodzi.” ~ Alban Goodier
________________________
Heeej ! W końcu wakacje, c'nie ? Tak wiem... ja mam zapłon, ale cii ... xd
Podoba wam się rozdział ? Dziękuje za 4 obserwatorów.... ;*
Buziaki xx
Weronika ;*
Super !!!!
OdpowiedzUsuńCzekam na next'a :)
Po pierwsze to należą Ci się takie bardzo duże, duże, duże przeprosiny, że komentarz DOPIERO teraz. Wiem, możesz mnie zbiczować, a jak nie Ty, to sama to sobie zrobię.
OdpowiedzUsuńWracając.
No proste, że księżniczka brzmi lepiej, bo to księżniczka, cnie? Hahahhahaa :D Księżniczka, jessssu, ale to takie słodkie. cjknsvjnfds *o*
A tak w ogole to czemu Rose obraża zupkę chińską?!
Bosze, Weła to było piękne. To, jak Rose opowiadała o tym co czuje, jesssssu, genialne <3
Ej, o co chodzi z tym One Direction? Błagam rozjaśnij mi we łbie.
ROZDZIAŁ JEST kmdfvkndfkbvnfdk *o*
KOCHAM CIĘ x